niedziela, 22 czerwca 2014

Brązowe szorty

Brąz jest kolorem przewodnim zestawu, który dziś Wam prezentuję. Zdjęcia robione były w upalny, słoneczny dzień stąd zdecydowałam się na słomkowy kapelusz. Z racji tego, że aktualnie jestem w ciąży (na zdjęciach początek czwartego miesiąca) na spacer wybrałam wygodne buty. Moim ulubionym elementem są natomiast skórzane szorty w krokodylim wzorze.
Kapelusz - HOUSE
Bluzka - ATMOSPHERE
Szorty - ZARA
Zegarek - GROVANA
Buty - nn
Bransoletki - H&M
Torebka - DOROTHY PERKINS

piątek, 20 czerwca 2014

Serum do rzęs i brwi QuickMax

Serum stymulujące wzrost rzęs i brwi QuickMax posiadam już od ponad pół roku. Gdy pierwszy raz spotkałam się z tym kosmetykiem nic o nim nie wiedziałam. Był wówczas nowością na rynku, trudno mi było znaleźć jakiekolwiek informacje na jego temat. Opierałam się jedynie na ulotce znajdującej się w opakowaniu, która jest napisana w języku angielskim. Teraz jest już więcej dostępnych informacji na temat serum QuickMax.
 
Kosmetyk zapakowany jest w kartonik. Opakowanie jest plastikowe, po wielokrotnym jego użyciu, górna część pękła mi w jednym miejscu. Po odkręceniu z jednej strony wydobywa się cienki pędzelek, który jest łatwy w użytkowaniu. Bez problemu można nim nałożyć zawartość na górne i dolne rzęsy oraz na brwi.

Konsystencja serum jest płynna ale nie spływa. Ma przyjemny, delikatny zapach i jest przezroczysta. W moim przypadku okazała się bardzo łagodna dla oczu, nie powoduje żadnych podrażnień czy też pieczenia. Po nałożeniu przez kilka sekund czuć na skórze delikatny chłód.  

Serum ma za zadanie stymulować wzrost brwi i rzęs oraz naprawiać suche, kruche, lub uszkodzone rzęsy i brwi. Dodam, że zawiera w sobie kwas hialuronowy doprowadzając tym samym skórę brwi i powiek do lepszej formy. Warto wspomnieć, że aktualnie cena kosmetyku wynosi około 164 zł. Producent jest pewien skuteczności serum, więc w razie niezadowolenia z wyników gwarantuje zwrot pieniędzy przez 90 dni od daty zakupu.
 
Jeżeli chodzi o formę moich rzęs i brwi to nigdy jakoś szczególnie nie narzekałam na nie. Serum stosowałam na początku regularnie przez około 2 miesiące tylko na rzęsy, na noc, zaraz po zmyciu makijażu. Potem zrobiłam przerwę i teraz ponownie do niego wróciłam, gdyż jeszcze trochę mi go zostało. Efekt stosowania serum w moim przypadku nie jest jakiś spektakularny ale co najważniejsze zauważalny. Z długości i gęstości rzęs byłam zawsze zadowolona, teraz uległy poprawie minimalnej ale jednak serum zadziałało. Najwyraźniej zauważalne jest dla mnie to, że są zdecydowanie bardziej wzmocnione i nie wypadają mimo tego, że codziennie stosuję kosmetyki typu tusz do rzęs i eyeliner. Jeżeli więc z natury ma się gęste rzęsy i oczekuje się efektu delikatnego pogrubienia, wzmocnienia, odżywienia to jak najbardziej mogę polecić serum. Trudno jest mi jednak ocenić jak spisałoby się na rzęsach kruchych, osłabionych i przerzedzonych. Ze względu na gwarancję skuteczności warto się o tym samemu przekonać, a w razie braku satysfakcji możemy oczekiwać zwrotu pieniędzy.


| LUX STYLE |
 

niedziela, 8 czerwca 2014

Mini rozdanie, lakiery More by Demi, krem Bio Clinic, Puder w perełkach Giordani Gold Oriflame

Dzisiejszy wpis zacznę od mini rozdania, które mam przyjemność zorganizować dzięki Ani z Orioffice. Mam dla Was lakier do paznokci More by Demi Oriflame. Aby go otrzymać wystarczy być obserwatorem mojego bloga i w komentarzu napisać, który kolor lakieru się wybiera PINK DRAMA czy TEA ROSE. Zwycięzca zostanie wybrany na drodze losowania.

Rozdanie trwa do niedzieli 15.06.2014 r. do godziny 23:59.
Informacja na temat tego kto zwyciężył pojawi się w tym samym poście w ciągu trzech dni od momentu zakończenia rozdania. Do zwycięzcy wyślę również wiadomość e-mail z prośbą o podanie adresu do wysyłki.
W komentarzu proszę napisać: obserwuję jako: ...   
                                                  wybieram kolor: ....
                                                  e-mail: ...
Z tej serii lakierów miałam już okazję wypróbować odcień HOLLY RED. Ze względu na pracę jaką wykonuję tak mocne odcienie używam zazwyczaj tylko na paznokciach u nóg. Nie ukrywam, że na początku lakier mnie zachwycił. Wystarczyła jedna warstwa aby pokryć płytkę paznokci. Szybko zasycha, nie zrobiły mi się żadne odciski, zarysowania. Poza tym kolor wytrzymał dwa tygodnie z jedną drobną poprawką na jednym palcu. Z pełnym przekonaniem mogę napisać, że zamierzam w przyszłości nadal korzystać z lakierów More by Demi ale tylko na paznokciach u nóg. Miałam nadzieję, że u rąk lakier spisze się równie dobrze jednak w tym przypadku efekt był mniej zadowalający. Odpryski pojawiły się już następnego dnia. Dodam jeszcze, że wcześniej miałam już styczność z kosmetykami z tej serii, a dokładniej z kremem pod prysznic i masłem do ciała More. Te dwa wyróżniają się eleganckimi opakowaniami i wysoką jakością.

 
Do kolejnego produktu niestety podchodzę już mniej entuzjastycznie. Mam na myśli krem na dzień/noc do skóry dojrzałej z niedoskonałościami Bio Clinic Oriflame. Ma on oczywiście swoje zalety, jedną z nich jest praktyczne, szklane opakowanie z dozownikiem, dzięki któremu do środka nie dostają się zbędne bakterie i łatwo jest nabrać odpowiednią ilość kremu oraz wygląda bardzo estetycznie. Poza tym ma on na celu zwalczać niedoskonałości oraz redukować zaczerwienienia i blizny spowodowane przez wypryski. Zdążyłam już zużyć cały krem, stosowałam go zarówno rano jak i wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy. Niedoskonałości owszem częściowo się zmniejszyły ale nadal punktowo powstawały nowe. Wadą, która jak dla mnie przekreśla ten krem na przyszłość jest efekt powstawania grudek. Wystarczyło delikatnie po twarzy przejechać ręką, a krem się rolował. W związku z tym nie nadaje się pod makijaż. Gdy krem już się kończy to trudno jest go również wydostać ze środka. Co prawda górna część jest odkręcana ale i tak sprawia to trudność ze względu na mały otwór.

 
Na koniec napiszę kilka zdań na temat pudru w perełkach Giordani Gold Oriflame. Perełki w odcieniu Natural Radiance  dla bardzo jasnej karnacji mogą okazać się odrobinę za ciemne. Moja cera należy właśnie do tych jaśniejszych, więc w pierwszej chwili pomyślałam, że po prostu nie będę ich używać. Na początku więc kilkukrotnie sprawdziłam jaki dają efekt na mojej mamie, po której niestety nie odziedziczyłam ciemniejszej karnacji. Okazało się, że wystarczy kilka muśnięć pędzlem, a twarz wyraźnie odżywa, zarumienia się, nabiera pięknych barw. Idealne połączenie różu i brązu.  Efekt godny uwagi. Widząc jakie cuda perełki potrafią zdziałać odważyłam się jednak trochę z nimi poeksperymentować na sobie w ostatnich dniach. Pomału nabieram wprawy w operowaniu pędzlem i tymi perełkami. Nakładam niewielką ilość i dobrze rozcieram aby kolor zgrał się z moją cerą. Z każdym dniem lubię je coraz bardziej.  Jeżeli chodzi o wydajność, to po rozmowie z przyjaciółką, która od dawna używa tych perełek tylko w jeszcze ciemniejszym odcieniu, mogę śmiało napisać, że starczają nawet na rok czasu. Opakowanie ma w sobie lustereczko, jest plastikowe więc zamiast nosić je w torebce lepiej odkładać na półkę z kosmetykami. Załączona gąbeczka niezbyt nadaje się do użytku, bardziej chroni kuleczki przed obijaniem. Polecam zatem zaopatrzyć się w odpowiedni pędzel.



 
 
[Edit] Z racji tego, że rozdanie dobiegło już ku końcowi ogłaszam, iż zwyciężczynią zostaje Katja, do której powędruje lakier w odcieniu pink drama. Gratuluję.


ORIOFFICE |